Nowotwór i śmierć kliniczna. Jak doświadczenia sejsmiczne wpływają na nasze życie?

Jak doświadczenia graniczne – nowotwór, śmierć kliniczna czy ciężka choroba – wpływają na nasze życie i system wartości? Psychologia wyjaśnia, kiedy trauma prowadzi do wzrostu, a kiedy nie, oraz jaką rolę odgrywa wsparcie społeczne i proces nadawania sensu.

Nowotwór i śmierć kliniczna. Jak doświadczenia sejsmiczne wpływają na nasze życie?

Zdiagnozowanie raka, ciężki wypadek samochodowy, marskość wątroby to początek podróży, której koniec nie jest znany. Doświadczenie zagrożenia życia zwykle skutkuje strachem, niepewnością i problemami w funkcjonowaniu. Choć nie potrafię sobie tego wyobrazić, - póki co nie było to moim udziałem - widzę w tym logikę: kasandryczne doświadczenie przygnębia i paraliżuje. Ale co się dzieje potem? Co się dzieje w człowieku, który otarł się o śmierć?  Czy z bardzo złego doświadczenia, którego wszyscy wolelibyśmy uniknąć, może wyniknąć coś dobrego?

Trauma i zagrożenie życia – moment „przed” i „po”

Nie zadaję tego pytania by prowokować. Nie chodzi mi też o to, by w jakiś sposób uszlachetniać cierpienie. Nie, moim celem jest sprawdzić, co nauka mówi na temat pozytywnych zmian wywołanych przeżyciami, które zatrzęsły fundamentem ludzkiego życia. Czy prawdą jest, że doświadczenie ciężkiej choroby jest impulsem do głębokich, często zaskakujących przemian? Zanim przejdziecie dalej, zróbcie sobie przerwę i sami sobie na to pytanie odpowiedzcie. Czy sejsmiczne doświadczenie pozostawia w ludziach trwały ślad w postaci choćby odmiennych postaw, zachowań a albo wywróconego systemu wartości i sposobu myślenia?

Już? Gotowi? To pójdźmy dalej.

Czy z tragedii może wyniknąć coś pozytywnego?

Przejrzałem badania. Okazuje się, że osoby które przeszły przez skrajnie trudne, zagrażające życiu ich lub ich dzieci/partnera, doświadczenie, często mówią o:

· zmianie w relacjach z innymi -  zwiększyła się bliskość, empatia, znaczenie przypisywane więziom;

· zmianie postrzeganiu własnej siły – rośnie przekonanie o   własnej odporności i sprawczości

· docenianiu życia –  pogłębia się świadomość jego wartości,

· o przemeblowaniu w hierarchii wartości – innymi słowy, to co kiedyś było ważne, dziś już takie nie jest;

· dostrzeganiu nowych możliwości – odkrywanie nowych celów i dróg ich osiągania;

· zmianie w sferze duchowej - pogłębieniu swojej duchowości, przyjęciu nowej filozofii życiowej.

W ich opowieściach nie chodzi o to, że choroba czy wypadek są dobrym doświadczeniem – absolutnie nie. Chodzi raczej o to, że w reakcji na ból, strach, niepewność udało im się zbudować nowe znaczenia i spojrzeć na świat i siebie samego, z nowej perspektywy. Sejsmiczne, albo jak wolą je określać psychologowie, traumatyczne wydarzenia nierzadko działają jak blender. Ludzkie wyobrażenia o samym sobie, o tym co jest w życiu ważne, o tym jak wygląda świat i co będzie ważne w przyszłości, - wszystko co miało swój kształt ulega rozdrobnieniu. Przebudowuje się zestaw poglądów i schematów myślowych.

Śmierć kliniczna i nowotwory

Dla przykładu: badanie ludzi, którzy doświadczyli śmierci klinicznej, wskazało, że wiele z tych osób przechodziło drogę od głębokiego lęku do duchowego przebudzenia, zwiększonej wrażliwości na życie i … redukcji strachu przed śmiercią. Śmierć kliniczna skutkowała też często znaczącą przemianą w rankingu priorytetów życiowych; po traumie ludzie rezygnują z celów materialnych na rzecz jakości relacji, rozwoju osobistego i duchowości. W badaniach, w których uczestniczyły osoby cierpiące na raka płuc wykazano, że byli pacjenci nie tylko silniej dążyli do zmian w swoim życiu, ale też skupiali się na tym, co nadaje ich życiu sens. Badania pokazują też że efektem skrajnie trudnych doświadczeń było wzmocnienie empatii, postaw altruistycznych i ugodowości. Zmianie ulegał stosunek do budowania i podtrzymywania relacji. Badani twierdzili też, że stali się bardziej odporni, wyrozumiali i przepełnieni nadzieją.

Inne przykłady pochodzą z badań, w którym uczestniczyły osoby doświadczające raka.  Nowotwór okazał się wydarzeniem, które podzieliło ich życie na dwie części. W umysłach badanych wyraźnie było widać rozróżnienie na życie przed i po.

Jedna z badanych osób, Alex mówi wprost:

Myślę, że jedną z rzeczy, które u mnie zaszły, była całkowita zmiana życia, tak jak mówili inni: przed rakiem było życie, a po raku jest życie. Jestem zupełnie inną osobą niż wcześniej.

Elizabeth dodaje:

Rak piersi uczynił mnie bardziej pozytywną osobą, lepszym człowiekiem i sprawił, że zaczęłam bardziej doceniać życie.

I jeszcze Ava:

Poszłam na… piękną wystawę, nigdy wcześniej bym na to nie wpadła, [sic] to tylko dla mnie… Stałam tam i myślałam, jakie mam szczęście. Teraz jestem bardzo świadoma dobrych rzeczy w życiu i staram się nie martwić przeszłością ani przyszłością.

Nie każdy doświadcza pozytywnych zmian

Te słowa robią wrażenie, a badania potwierdzają coś co wielu z nas intuicyjnie czuje: ocieranie się o śmierć sprawia, że przestajemy być gośćmi we własnym życiu. Nie wolno nam jednak ulegać wrażeniu, że bardzo złe doświadczenia automatycznie zmieniają nasze życie na lepsze. Co to to nie, czasami tak się rzeczywiście dzieje, innym razem jest odwrotnie. Zdarza się, i to wcale nie tak rzadko, że po traumatycznym doświadczeniu ludzie odczuwają lęk czy niepokój. Dodatkowo większość badań z tego zakresu skupia się na jakieś wybranej grupie. A to oznacza, że gdybyśmy zbadali wszystkich, którzy mają za sobą jakieś traumatyczne przeżycie to mogło by się okazać, że u większości z nich nie nastąpiły zmiany w ich postawach, zachowaniu i myśleniu albo, że w ich życiu, szczególnie w długim okresie, nie następuje istotna zmiana na lepsze. Bo zmiana na lepsze nie jest po prostu

Dlaczego jedni rozwijają się po traumie, a inni nie?

Dlatego naukowcy od lat starają się znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego niektórzy ludzie po traumatycznym doświadczeniu odnajdują nowe zasoby, a inni nie? Nie obrażając moich, wykonujących nierzadko świetną robotę, kolegów i koleżanek po fachu powiem wprost: przez lata badania skupiały się na tym co mało istotne. Za mało istotne uważam bowiem wyniki dotyczące takich czynników jak: wiek, płeć, wykształcenie czy rodzaj nowotworu. Rozumiecie o co mi chodzi? Jaki głębszy sens ma stwierdzenie, że aby zmienić swoje życie po doświadczeniu raka żołądka, najlepiej żebym był bardzo religijną, zamężną kobietą, w średnim wieku z co najmniej tytułem magistra. Może ktoś uzna to za ważne ustalenia ale nie zmienia to faktu, że takie wyniki są hmmm …. nieco mało praktyczne. Co z tego, że wiemy, iż jakieś opisane statystycznie cechy sprzyjają rozwojowi człowieka, skoro sam człowiek nie może za bardzo ich zmienić?

Na szczęście ostatnie lata przyniosły wysyp badań nad tym, co znajduje się w zasięgu wpływu pojedynczego człowieka.

Rola procesów poznawczych w rozwoju po traumie

Klasyczne modele potraumatycznego wzrostu mocno podkreślają rolę procesów poznawczych – mówiąc prościej: chodzi o to, jak interpretujemy i porządkujemy w głowie to, co nas spotkało. To nie ma nic wspólnego z jałowym „przeżuwaniem” myśli, czyli kręceniem się w kółko wokół tego samego bólu, lecz z aktywną próbą nadania doświadczeniu sensu i włączenia go w szerszą historię własnego życia.

Problem w tym, że takie ujęcie bywa trochę zbyt… samotnicze. Jakby wzrost dokonywał się wyłącznie w ciszy własnych analiz, podczas gdy w rzeczywistości często potrzebujemy relacji, rozmów i wspólnego przechodzenia przez trudne momenty, żeby ta zmiana naprawdę mogła się zadziać.

Kontekst społeczny – klucz do wsparcia i wzrostu

Tymczasem wiele badań pokazuje, że ogromne znaczenie ma kontekst społeczny:

· rozmowy z bliskimi,

· poczucie bycia wysłuchanym bez oceniania,

· możliwość mówienia o lęku, złości czy bezradności bez konieczności „bycia dzielnym”.

Wsparcie społeczne nie polega tylko na „trzymaniu kciuków”. To raczej tworzenie przestrzeni, w której można się otworzyć, ponazywać emocje i poukładać sens tego, co się wydarzyło.

Na koniec

A zatem: wzrost po traumie nie jest prostą konsekwencją tragedii, lecz rezultatem tego, jak człowiek – wspierany przez innych – próbuje nadać sens temu, co go spotkało. To proces kruchy, nierówny i bardzo ludzki, w którym obok bólu pojawia się także przestrzeń na zmianę i nowe znaczenia. A jeśli coś naprawdę pomaga przejść tę drogę, to nie samotne zmaganie się z myślami, lecz obecność ludzi, którzy potrafią wysłuchać i być obok.