Ciągle czekasz na motywację? Rozsiądź się wygodnie, bo to trochę zajmie

Motywacja nie jest czymś, co jedni ludzie po prostu mają, a inni nie. Potrafi zmieniać się z godziny na godzinę. I co ciekawe, nie zawsze musimy najpierw poczuć motywację, żeby zacząć działać. Czasami wystarczy zrobić coś małego. Zobaczyć postęp.

Ciągle czekasz na motywację? Rozsiądź się wygodnie, bo to trochę zajmie

Nie jesteś „człowiekiem niezmotywowanym”

Możemy powiedzieć subtelnie: „Kowalski pozostaje w niezobowiązującym związku z pracą”. Nieco bardziej wprost: „Krzysiu nie jest przesadnym entuzjastą nauki”. Albo kwieciście: „Ola preferuje mniej intensywną formę zaangażowania zawodowego”.

Możemy też przestać stosować przesłodzony korporacyjny żargon i określić sprawę tak, jak ją czujemy: wszyscy oni to „niemiło pachnące lenie, bumelanci i nieroby”.

Tyle tylko, że stwierdzenie, iż ktoś jest po prostu „z natury leniwy” albo „pozbawiony motywacji”, jest no cóż, nieuzasadnione.

Oczywiście ludzie różnią się między sobą względnie trwałymi skłonnościami, zainteresowaniami, potrzebą osiągnięć czy wytrwałością. Ale motywacja nie jest cechą stałą.

Weźmy to na logikę.

Ten sam uczeń, który był kompletnie bierny podczas omawiania „Krzyżaków”, godzinę później z determinacją wylewa pot na treningu piłkarskim. To akurat łatwo zrozumieć – w końcu niewielu piłkarzy posługuje się na co dzień językiem literackim.

Ale mało tego.

Motywacja faluje

Nawet podczas wykonywania tej samej czynności nasza motywacja może falować: rosnąć, spadać, chwilami trzymać poziom, po czym znów się załamywać.

Opublikowany w 2025 roku w Educational Psychology Review przegląd 80 badań dotyczących motywacji pokazuje, że motywacja tej samej osoby może zmieniać się z chwili na chwilę.

Dobrze obrazuje to badanie Julii Dietrich i współpracowników. Przez dziesięć kolejnych tygodni obserwowali oni 155 studentów uczestniczących w wykładach. Trzy razy podczas każdego 90-minutowego spotkania pytali ich między innymi o oczekiwanie sukcesu, wartość wykonywanego zadania i odczuwane koszty.

Okazało się, że poziom motywacji zmieniał się u tej samej osoby podczas tego samego wykładu.

A zatem:

o 10.05 Ala była zmotywowana;

o 10.40 odpływała gdzieś myślami;

 o 11.00 zadawała pytanie, bo nagle coś ją zainteresowało.

Nie wiem czy Ala ma kota, ale wiem, że motywacja Ali nie jest stała i zmieni się nawet kilka razy w czasie wykonywania jednej i tej samej czynności.

Motywacja nie jest więc czymś, co jedni wylosowali w genetycznej loterii, po to by inni  do końca życia musieli patrzeć, jak zmotywowani wstają o szóstej rano biegają, uczą się hiszpańskiego i jedzą brokuły.

To raczej proces, który ukierunkowuje nasze działanie, wpływa na jego intensywność i pomaga zdecydować, jak długo będziemy je kontynuować.

Chętniej wstanę z kanapy, żeby przynieść sobie chipsy do oglądania filmu, niż po to, żeby zrobić pompki, przysiady i rozciąganie.

W obu przypadkach jestem dokładnie tym samym człowiekiem.

Co sprawia, że w jednych okolicznościach chce nam się działać, a w innych nie?

Odpowiedzi jest oczywiście mnóstwo. Gdybym chciał opisać wszystkie, ten tekst zapewne skończyłby się w okolicach przyszłego Bożego Narodzenia. Nie jestem aż tak zmotywowany. jedną.

Dlatego skupię się na jednej odpowiedzi i zacznę ją przekornie, od zadania pytania:

Co sprawia, że mieliście dobry dzień w pracy?

Ktoś Was pochwalił?

Dostaliście nagrodę?

Ktoś ze współpracowników Wam pomógł?

Szef był miły?

Jasne, każda z tych rzeczy może mieć znaczenie.

Ale jest coś, co w badaniach Teresy Amabile i Stevena Kramera wyróżniało się szczególnie: to poczucie, że udało się ruszyć do przodu.

Badacze poprosili 238 osób pracujących w 26 zespołach w siedmiu firmach, aby przez kilka miesięcy codziennie opisywały, co wydarzyło się w pracy, jak się czuły i jak wyglądała ich motywacja.

W sumie zebrali blisko 12 tysięcy codziennych zapisów.

Były w nich pochwały, konflikty, pomoc współpracowników, zachowania szefów, problemy organizacyjne i informacje zwrotne. Ale jeden element szczególnie często pojawiał się w dobrych dniach: poczucie zrobienia kroku na przód.

Zasada postępu

W 76 procentach dni, w których badani deklarowali najlepszy nastrój, pojawiał się jakiś postęp w pracy.

A co się pojawiało, gdy w opinii pracowników dzień był zły?

Najczęściej coś, co równało się krokowi w tył, lub staniu w miejscu pomimo prób ruszenia do przodu.

Wykonywany eksperyment się nie udał.

Wrócił problem, który wydawał się rozwiązany.

Realizowany projekt utknął gdzieś po drodze.

Wtedy było źle.

Amabile i Kramer nazwali odkryty przez siebie mechanizm progress principle – zasadą postępu.

Jej sens jest zaskakująco prosty:

jednym z najważniejszych codziennych wydarzeń wspierających pozytywne emocje i wewnętrzną motywację w pracy jest poczucie, że posuwamy się naprzód w czymś, co ma dla nas znaczenie.

I tutaj pojawia się szczególnie dobra wiadomość.

Wielkie sukcesy mile widziane. Małe wystarczą

Osiąganie wielkich celów oczywiście jest przyjemne.

Cudownie jest zamknąć wielki projekt, dostać Nobla albo wysłać książkę do wydawcy.

Problem w tym, że Noble pojawiają się stosunkowo rzadko.

A na naszą codzienność składają się znacznie mniej spektakularne zdarzenia.

Napisałem stronę.

Naprawiłem błąd.

Odpowiedziałem na trzy maile.

W końcu zrozumiałem, dlaczego ta cholerna formuła w Excelu nie działała.

Wykonałem telefon, który odkładałem od tygodnia.

Często wystarczy, że coś, co rano było puste, wieczorem jest trochę bardziej wypełnione.

Wystarczy, że do mózgu dotrze informacja:

„To działa”.

„Potrafię”.

„Jestem dalej niż byłem”.

A taka informacja wpływa na to, co robimy później.

W dniach postępu ludzie badani przez Amabile i Kramera byli bardziej zmotywowani i lepiej oceniali swoje doświadczenia w pracy.

W ich głowach mogło nastąpić użyteczne zapętlenie:

postęp → lepsze samopoczucie → większa motywacja → większe zaangażowanie → kolejny postęp.

Niestety ten sam mechanizm może działać również w drugą stronę.

Utknięcie rodzi frustrację.

Frustracja zmniejsza ochotę do działania.

A kiedy działamy mniej, jeszcze trudniej zobaczyć postęp.

Im bliżej, tym bardziej nam się chce

Jest jeszcze coś. Byliście kiedyś na mecie maratonu?

Ludzie, którzy przez poprzednie cztery godziny walczyli z bólem, zmęczeniem i pytaniem „po co mi to, do cholery, było?”, nagle widzą metę i… przyspieszają.

Psychologia zna to zjawisko od dawna. Już ponad 50 lat temu obserwowano w eksperymentach, że szczury biegnące po nagrodę przyspieszały, kiedy znajdowały się coraz bliżej jedzenia.

A ludzie – z całym naszym wyrafinowaniem, smartfonami i kredytami hipotecznymi – robimy coś bardzo podobnego.

Naukowcy sprawdzili ten mechanizm na przykładzie działającego w praktyce programu lojalnościowego kawiarni.

Klienci otrzymywali kolejne stemple za zakupy, a po zebraniu wymaganej liczby czekała na nich darmowa kawa.

Co się okazało?

Im bliżej nagrody byli klienci, tym częściej kupowali kawę.

Odstępy między kolejnymi zakupami skracały się wraz ze zbliżaniem się do celu. Okres między 3 a 4 wizytą był znacznie dłuższy niż ten między wizytą 7 i 8.

A zatem motywuje nas nie tylko świadomość, że zrobiliśmy postęp.

Znaczenie ma również to, że widzimy metę.

A co na to dopamina?

To wszystko ma oczywiście również biologiczne podłoże. Dużo dzieje się za sprawą dopaminy.

Tutaj jednak trzeba uważać, bo dopamina została w poppsychologii potraktowana mniej więcej tak jak gluten i pandemia kilka lat temu – zaczęła wyjaśniać wszystko.

Tymczasem dopamina nie jest po prostu „hormonem szczęścia” ani magiczną substancją uwalnianą za każdym razem, kiedy osiągamy mały sukces.

Jej rola jest znacznie ciekawsza.

Badania wskazują na ważną rolę dopaminy  w motywowaniu.

Nie chodzi o prosty schemat:

„odhaczyłem zadanie → dostałem zastrzyk dopaminy → jestem szczęśliwy”.

To zdecydowanie zbyt proste.

Bliżej prawdy jest układ: doświadczenie postępu dostarcza informacji, że nasze działanie prowadzi do rezultatu.

Nie czekaj, aż ci się zachce

Często wyobrażamy sobie motywację mniej więcej tak:

poczuję motywację → zacznę działać → pojawi się postęp.

I czasami rzeczywiście tak jest.

Ale może być również odwrotnie:

robię coś małego → widzę postęp → bardziej chce mi się zrobić następny krok.

To ważna różnica.

Bo jeżeli uznajemy motywację za warunek rozpoczęcia działania, pozostaje nam siedzieć i czekać, aż przyjdzie.

A ona bywa kapryśna, trochę nieśmiała, kryguje się na niedostępną.

Możemy więc spróbować wejść do tego procesu od drugiej strony.

Nie:

„Muszę dzisiaj napisać artykuł”.

Tylko:

„Otworzę dokument i napiszę pierwszy akapit”.

Nie:

„Muszę zacząć regularnie ćwiczyć”.

Tylko:

„Wyjdę na dziesięć minut”.

Nie:

„Muszę uporządkować cały projekt”.

Tylko:

„Poprawię jedną tabelę”.

Mało?

Owszem.

I właśnie o to chodzi.

Nawiążę do jeszcze jednego badania. Znowu będą kawa i pieczątki.

Jedna grupa klientów dostała pusty bloczek na 10 pieczątek. Druga bloczek na 12, ale z dwiema pieczątkami już na swoim miejscu. A zatem w obu przypadkach trzeba było zebrać jeszcze 10. Tyle że pierwszy bloczek mówił: „jeszcze nie zacząłeś”, a drugi: „już jesteś w drodze”.

Tak, wiem. Bloczki nie mówią.

Ale wyniki już tak. Zaobserwowano wyraźny efekt: osoby, które dostały dwie naklejki na start, częściej docierały do końca.

I to jest chyba najciekawsze. Czasem nie trzeba wiele, żeby łatwiej było nam zrobić kolejny krok. Wystarczy zobaczyć, że pierwszy już jest za nami.

Być może właśnie dlatego tak lubię skreślać rzeczy z listy.

cyk, odhaczone

Często zaczynam dzień od wypisania sobie spraw, którymi muszę się zająć – dziś, w tym tygodniu, w tym miesiącu.

Zwykle lista obejmuje kilkanaście, a nierzadko kilkadziesiąt pozycji.

Dawniej wpisywałem tylko te najważniejsze. Dzisiaj zapisuję wszystko. Nawet coś w rodzaju: „napisz maila…”; „zadzwoń do …” „podlej kwiaty”.

Robię to częściowo dlatego, że w natłoku spraw zdarzało mi się po prostu zapominać o drobiazgach.

Ale jest jeszcze inny powód.

Lubię widzieć, że lista się skraca.

Lubię ten moment, kiedy coś mogę skreślić.

Nie dlatego, że wysłanie jednego maila jest jakimś osiągnięciem.

Po prostu dostaję mały, wyraźny sygnał: ruszyłem do przodu, zostało mniej.

A czasami właśnie tego potrzebujemy, żeby zrobić następną rzecz.