Jak się skupić? Rady średniowiecznego mnicha

Głupim jest patrzeć na odległe cele, bez myślenia o tym, jak do nich dotrzeć.

Jak się skupić? Rady średniowiecznego mnicha

Nie możesz się skupić?

Narzekasz?

Pozwól, że coś Ci wyjaśnię: nie masz źle.

Problemy z koncentracją na zadaniu to nie jest współczesny wynalazek. Pod koniec imperium rzymskiego chrześcijańscy mnisi też mieli z tym problem. Tak wiem,  mieli łatwiej bo słaby zasięg,  wolny przepływ danych i smartphony w trybie off-line. To prawda, ale oni mieli inne problemy.

W wielu klasztorach odbywała się produkcja wydawnicza. Kopiowanie ksiąg, to proces żmudny, wyczerpujący i wymagający koncentracji. Skryba tygodniami, a nawet miesiącami, ślęczał nad jednym egzemplarzem, codziennie pisząc przez 6 i więcej godzin. Wątpliwe, ale może motywowało go to, że będąc dobrym w swoim fachu, mógł być zwolniony z części codziennych modlitw i nabożeństw, albo to, że dostawał więcej świec, po to by pracować po zmierzchu. Zamknięci w cichym i odizolowanym od innych pomieszczeń skryptorium mnisi często cierpieli na acedia – ogłupiającą ciemność, która sprawiała, że czuli się niespokojni, apatyczni i pozbawieni poczucia nadziei, „tak jakby słońce za wolno wschodziło”. Mówiąc dzisiejszym językiem cierpieli na depresję. Na marginesach średniowiecznych manuskryptów można wręcz znaleźć zapisane treści wyrażające udrękę, jak choćby takie zdanie:

„Teraz gdy napisałem całość, na miłość boską, daj mi się napić”.

Pisząc ten tekst bezkarnie poprawiam, wracam, uzupełniam, zmieniam wyrazy i zdania. Manipuluję przy kolejności. To nie to samo, co ręczne kopiowanie. Tam nie  tylko łatwiej było popełnić błąd, ale też trudniej go naprawić. A przydarzyć się mogło wszystko: od fizycznego uszkodzenia manuskryptu, po zamienienie kolejności słów; od pominięcia wyrazu, zdania, linijki po niepoprawne interpretacje i błędy w pisowni. Zadania nie ułatwiał fakt, że nierzadko mnisi dostawali do przepisania księgi napisane w obcym im języku. A odpowiedzialność? Mając na względzie to, że stworzona księga była punktem wyjścia do stworzenia kolejnych kopii, piszący wpływał na historię, którą opowiadamy dzisiaj w szkole.

Problem pracy skrybów i wielu dzisiejszych ludzi został opisany przez zaliczanego do ojców kościoła, mnicha, teologa i ascetę Jana Kasjana już w V wieku. Kasjan zauważył, że praca umysłu ulega przypadkowym rozproszeniom. Myśli wędrują ku przyszłości lub błądzą w przeszłości zamiast być w teraźniejszości. Skupiają się na czekającej mnicha strawie, zamiast na wychwalaniu Boga w psalmach. Krążą chaotycznie od jednej do innej rzeczy. Umysł zasypia w czasie nocnych modlitw, i pobudza się dopaminowym strzałem, gdy przychodzi powiadomienie z Messengera. A nie to, to ostatnie to nie Kasjan, to oczywiście Seneka 😊

Mnisi o tyle mieli łatwiej niż my, że popełniając błędy przy pisaniu świętych ksiąg, zawsze mogli zrzucić winę na wichrzyciela z rogami i zgraję demonów. Sam Kasjan, choć przyznawał, że szatan to poważny problem, był jednak przekonany, że zakłócenia w pracy mają swoje źródło w człowieku ją wykonującym. Pozbywszy się złego z katalogu przyczyn, można było się skupić na dyscyplinowaniu umysłu. Sam będąc nękany problemami z koncentracją i mając doświadczenie stosowania różnych technik,  Kasjan sformułował kilka zaleceń, które miały pomóc skrybom a mogą pomóc też nam. .

Zakłócenia, lub jak lubią mówić co poniektórzy, „dystraktory” są różne i dlatego radzenie sobie z nimi, zdaniem Kasjana, wymaga różnych rozwiązań. Osiąganie koncentracji nie dzieje się przez po prostu zwiększanie intensywności myślenia. Nie mogę się skupić, więc będę teraz usilnie myślał. Potrzebny jest nam trening w różnych obszarach naszego funkcjonowania.

Pierwszą rzeczą, do której namawia nas Kasjan, a raczej wielki mistrz Abba Moses to wyznaczanie sobie celów; tych krótko – i tych długoterminowych. Abba nauczał, że tylko człowiek, który ma cele znajdzie w sobie siłę, by radzić sobie ze zmęczeniem i zagrożeniami. Bez celu nietrudno nam bowiem się rozproszyć; łatwo ruszymy w innym kierunku nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Dla mnichów celem długoterminowym było oczywiście zbawienie; ale tym co ma ich zaprowadzić do wiecznego królestwa były: nieustępliwa uważność, czystość serca i wolność od zwodzących podszeptów jaźni. Mając to w głowie mnich wiedział, kiedy zbacza ze swojej ścieżki.

Dobrym pomysłem wydaje się, usuwanie pokus, bodźców, które nas zwodzą. Niekoniecznie to jest prawdą. Kasjan zauważył coś, o czym piszą dzisiaj psychologowie: nie jesteśmy w stanie unikać wszystkiego, co odrywa nas od dążenia do naszych celów. Często jedyne co zyskiwali mnisi przebywający na pustyni to pogłębiona świadomość tego, że nie potrafią się skupić. Umysł nie jest w stanie unikać zakłóceń, ale jest zdolny do selektywnego formułowania myśli i wybierania tych, którym poświęca uwagę. Nie możemy powstrzymać go od błądzenia, ale możemy skierowywać, na coś co jest dobre i pożądane.

Nie byłem mnichem, i pewnie nim nie zostanę, ale myślę, że to co pisze Kasjan w odniesieniu do modlitwy, wielu z nas chciałoby doświadczać na co dzień, podczas robienia różnych rzeczy. Podobno mnisi najbardziej pożądają stanu, w którym modląc się tracą świadomość otaczającego ich świata, gdy ich umysł jest oświecony, i płynie przez niego potężny strumień mocy.

Z czymś Wam się to kojarzy?

Przecież to nic innego, jak opisany przez, uwaga teraz trudne nazwisko, Csikszentmihalyi’a[czik-send-mi-haj’a] przepływ, flow, doświadczenie uniesienia. Na tym nie kończą się podobieństwa. Opisany przez Kasjana stan umysłu, występuje wtedy, gdy myśl o robieniu czegoś wywołuje w nas prawdziwe pożądane przez nas uczucia. I co ważne, niemal wszystko może je wywołać, ale nie można ich udawać.

Aby nasz umysł spoczął na tym, co pożądane, trzeba temu poświęcić nasze myśli. Mnichom zalecano przeczytanie zdania z psalmu i powtarzanie go w głowie przez cały dzień, a nie tylko wtedy gdy mieli czas na medytacje. Mantra ma przypominać o priorytetach i celach.

A jak to się odnosi do nas?

Dramatem wielu z nas jest to, że zaczynamy myśleć o naszych zadaniach, dopiero wtedy, gdy w końcu mamy czas by zacząć robić coś twórczego i wymagającego skupienia. Nie da się po prostu usiąść i powiedzieć; dobra teraz wymyślam. Zwykle ten proces zaczyna się wcześniej. Idąc za radą dla mnichów: myśl o czekającym cię zadaniu z wyprzedzeniem, szczególnie, gdy ma ono charakter twórczy. I coś jeszcze: czytaj i rozmawiaj o tym, co chcesz robić, aby wypełnić głowę myślami o tym co dla Ciebie najważniejsze, a jednocześnie pozbyć się z niej, tego co niesie za sobą jedynie bałagan. Nie możemy pozbyć się niepożądanych myśli, ale możemy przesunąć je w te obszary umysłu, z których trudniej im będzie wypłynąć.

Nie umkniemy przed tym, co nas rozprasza, ale, jak pisał średniowieczny mnich i współcześni nam psychologowie, możemy nauczyć się stawiać im czoła. Najważniejsza lekcja, która płynie od Jana Kasjana wydaje się być niezwykle prosta: rozproszenie uwagi zaczyna się w nas, a nie w tym, co nas otacza. I jeszcze coś, choć to może tylko moja interpretacja: zmiana zaczyna się do tego, że uznajemy rozproszenie uwagi za coś co nam przeszkadza.

Pisząc opierałem się na książce: John Cassian, (2024) How to Focus. A Monastic Guide for an Age of Distraction, Princeton University Press.